:: Herba-Thea
Herba Thea herbatyzm i aromaterapia Założona w 2004 roku. Pierwsza w Polsce z samymi naturalnymi herbatami i zapachami.


prasa, tv, radio, internet O nas w mediach



Ekomama, 11.04.2011 Wszyscy mówią o aromaterapii

Jestem przekonana, że zdrowie, młodość i uroda biorą się z powietrza. I wcale nie musi to być tylko kwestia genów. W końcu nie rozmnażamy się przez zapylanie. O co więc chodzi mi z tym powietrzem?

Wokół nas unoszą się miliardy zapachów. Ładnych, brzydkich, dobrze się kojarzących i wiążących się z nieprzyjemnymi wspomnieniami. Na część z nich jesteśmy w pewien sposób zaprogramowani. Na przykład większości z nas wanilia i cynamon przypominają święta, dlatego łatwo wywołują nastrój zrelaksowania, spokoju, radości. W mojej rodzinie święta nie pachniały cynamonem. Do dziś cynamonu nie lubię. Osobiście kojarzy mi się z zimnem, bo ktoś mi polecał herbatę cynamonową na rozgrzewkę. Kolejny zaprogramowany obraz w mojej głowie to obrzydzenie do pracy w warunkach open space, które to sobie próbowałam udomowić i umilić różnymi herbatami, głównie zieloną jaśminową i czarną z cynamonem. Co mi zostało? Niechęć do jaśminowej i cynamonu.

Czy można się przeprogramować? Owszem. Wystarczy w naprawdę sympatycznych okolicznościach powoli sobie dawkować dotychczas nielubiany zapach. Po pewnym czasie zadzierzgnie się więź zapachu z sytuacją, oswoimy się z nowym wrażeniem i okaże się, że polubiliśmy jednak zapach, co do którego byliśmy na "nie".

Są zapachy, które leczą, pomagają zmienić nastrój, dodają urody. Natura i aromaterapia to moje pasje. Zajmuję się nimi od kilkunastu lat, a mimo to wciąż jestem młoda. Może to właśnie zasługa preferowanych przeze mnie metod? Mówi się, że wszystkie sztuczne wytwory tak naprawdę szkodzą naszemu organizmowi, naszej skórze. Nie przebadałam wszystkich, dlatego nie ocenię. Jednak na pewno wiem, jak działa na człowieka aromaterapia. Wieki doświadczeń to mówią. Również moje osobiste wrażenia są bardzo pozytywne. Nie chodzi tu o sam zapach. Ten łatwo podrobić, gdy ma się do dyspozycji pracownię chemiczną. Najważniejszy jest skład aromatu. Zapach zaklęty w naturalny olejek eteryczny to skomplikowana mieszanka nie do końca przebadanych ingrediencji. Jednak to właśnie niepowtarzalny skład olejków jest w stanie poprawić nasze samopoczucie, wygląd i zdrowie.

Co może aromaterapia? Może za pomocą różnych metod polepszyć stan skóry, wygładzić znaki czasu, dodać energii włosom, przegonić katar, usunąć depresję, naprawić stawy, wywołać nastrój koncentracji do pracy, zrelaksować umęczony umysł, wyleczyć grzybicę, przegnać precz przeziębienie i apatię, przywrócić dobry humor i wiele innych dobrych rzeczy.

Perfumy na cellulit, herbata na kaca i balsam na całe zło

Aromaterapia jest łagodna, niealergizująca, nikomu nie zaszkodzi i jest czystą przyjemnością. Takie mity rodzą się z czytania niektórych tekstów o tej dziedzinie medycyny niekonwencjonalnej.

Czytałam niedawno artykuł, w którym dziennikarka przekonywała do aromaterapii, pisząc, że przecież na każdego pozytywnie wpłynie na przykład słodki aromat cappuccino. Wcześniej wymieniła różne roślinne zapachy, ale tym cappuccino przyznam, że zmiotła mnie z powierzchni ziemi. Już wyobrażam sobie początkujące adeptki aromaterapii, jak bezskutecznie w porządnych podręcznikach szukają właściwości tegoż olejku. A takiego olejku nie ma. To znaczy jest. Hm, kto tu się zgubił? Chyba ja. Bo powinniśmy zacząć od elementarza.

Skoro aromaterapia zrobiła się modna około dziesięciu lat temu, to wielu osobom zdaje się, że wiedzą o niej sporo. Na moich wykładach i warsztatach pytam ludzi, czy mogliby przytoczyć jej krótką definicję. I mówią: „leczenie zapachem”, „stosowanie olejków”, „wąchanie przyjemnych zapachów”. Żadna z tych definicji nie jest właściwa. Leczenie to szerokie pojęcie. Zawiera w sobie nastawianie złamanych kości, łykanie tabletek, trepanacje czaszki, operacje wyrostka itd. A aromaterapia nie zastąpi w tych przypadkach interwencji lekarza. I chociaż ma również szeroki wachlarz zastosowań, to lepiej w definicji pozostać przy słowie „terapia”, ponieważ jest to stanowczo lżejszy kaliber niż wszechobecne „leczenie”. Podsumowując, aromaterapia to nie leczenie, ale terapia. Czy ta baba Kochańska przyczepiłaby się do sformułowania „terapia zapachem”? Tak, przyczepiłaby się. Dla ludzkiego dobra… Cha, cha, cha. Ponieważ zapach to też zbyt ogólne słowo. W aromaterapii nie chodzi o zapach, lecz o terapeutyczne działanie olejków eterycznych pochodzenia roślinnego, które to – owszem – pachną, ale najważniejszy jest ich skład chemiczny.

Czy cappuccino to roślina? Nie. I już mamy rozwiązaną pierwszą zagadkę. Nie ma olejku eterycznego o aromaterapeutycznym działaniu, który pachniałby jak ten włoski napój. Jednak olejek cappuccino istnieje, nawet w formie podobnej do olejków eterycznych. Widziałam w sklepie internetowym. Kosztował 4,30 zł za 10-mililitrową buteleczkę. W takich opakowaniach sprzedaje się zwykle olejki do aromaterapii. Ktoś się postarał, żeby podróbka wyglądała jak oryginał. Co jeszcze – oprócz tego, że z cappuccino nie pozyskuje się olejków eterycznych – odróżniało ten produkt od aromaterapeutycznych esencji? Był w przezroczystej butelce, a olejki eteryczne sprzedaje się w ciemnym szkle, bo są światłoczułe. W pełnym słońcu zjełczałyby, straciły swoje właściwości lub zmieniły na szkodliwe. Cena też powinna wzbudzić w nas czujność. Jest podejrzanie niska. Najtańsze prawdziwe olejki eteryczne kosztują koło 9 zł. Nie kupujmy olejków eterycznych, które nie są prawdziwymi aromaterapeutycznymi produktami. Mogą nas uczulać, swoją nieprzyjazną chemią wyścielać nasze drogi oddechowe, pozostawać w organizmie długi czas i nie rozkładać się oraz podtruwać nasze otoczenie. Niech nas nie zmyli nazwa „natural aroma oil”, jeśli olejek jest o zapachu choćby wspomnianego już cappuccino, a nawet owoców leśnych (z których akurat naturalnych olejków eterycznych nie da się wyprodukować, tak jak i z innych owoców jagodowych). Niech nas nie kusi „kompozycja zapachowa o aromacie konwalii”, bo to też nie jest produkt naturalny. Kompozycje zapachowe tylko odwzorowują zapachy przyrody. A cappuccino można sobie dla przyjemności i bez szkody wąchać w filiżance. Dla własnego bezpieczeństwa pytajmy też producenta, czy olejek spełnia normy ISO, Farmakopei Polskiej i Farmakopei Europejskiej.

Tak oto dedukując i „dukając”, udało mi się rozwiać mit, że „stosowanie olejków” to już aromaterapia. Nie każdy olejek jest aromaterapeutyczny i nie każdy musi być zamknięty w butelce. Co znowu?! To nie wystarczy, że mamy w ciemnej butelce 100-procentowy olejek eteryczny? Cóż mogę powiedzieć? Jednak nie. Ponieważ olejek to ta substancja zapachowa, którą wydziela roślina. Ona nie od razu pędzi pakować się do butelek. Najpierw rozsnuwa się w powietrzu, rozprzestrzenia się wokół i kusi lub odstrasza owady. W ten sposób nieświadomie poddajemy się pozytywnemu działaniu aromaterapii, spacerując po lesie, łące czy wąchając przyprawy. W tej formie nieskoncentrowanej nikomu nie zaszkodzi. A skondensowana, esencjonalna, butelkowana aromaterapia jest dla ludzi, którzy znają właściwości olejków eterycznych.

Zanim podpowiem, których olejków można używać w ciąży, podczas karmienia i dla małych dzieci, szybko jeszcze zburzę ostatni z zasłyszanych przeze mnie mitów, że aromaterapia to „wąchanie przyjemnych zapachów”. Wyjątkowo cenny olejek drzewa herbacianego ma taki zapach, że moja mamusia ucieka od niego w te pędy. Na przykład w pędy bambusa. Inni zaś uważają ten aromat za silny, lecz przyjemny, ziołowy, wilgotny. Ja się do niego przyzwyczaiłam i pogodziliśmy się: ja i olejek z drzewa herbacianego. Olejek manuka, kanuka i hyzopowy też zachwycają mniejszą grupę ludzi niż np. cynamonowy albo różany. Ja jednak wolę każdy z nich, byle by tylko z dala cynamon ode mnie trzymać, bo źle mi się kojarzy. Tu zahaczamy o „programowanie zapachami”, czyli jak wykorzystać marketingowo, dla własnych celów różne aromaty. Można nimi kusić, zachęcać do wstąpienia w progi sklepu, do otwarcia portfela, do podpisania kontraktu. Ale o tym na razie sza!

Zdaję sobie sprawę z tego, że pobudziłam zmysły czytających. Jednak wspomniana wyżej róża nie powinna być stosowana w pierwszych miesiącach ciąży. Olejek cynamonowy też ma silne działanie i raczej polecam kontakt z doświadczonym aromaterapeutą niż samowolną decyzję używania go według własnego widzimisię. Manuka, kanuka, drzewa herbacianego i hyzopowy nie nadają się dla małych dzieci.

Czego zatem powinny unikać kobiety w ciąży, a co jest dla nich bezpieczne? Niekorzystne oddziaływanie na hormony w okresie ciąży mają olejki: arcydzięglowy (w pierwszych miesiącach), cyprysowy (też w pierwszych miesiącach), hyzopowy (w pierwszych miesiącach), jałowcowy, kopru włoskiego (w pierwszych miesiącach), krwawnikowy (w pierwszych miesiącach), lawendowy (w pierwszych miesiącach), majerankowy (w pierwszych miesiącach), melisowy, mięty pieprzowej (w pierwszych miesiącach), rozmarynowy (w pierwszych miesiącach), różany (w pierwszych miesiącach), rumiankowy (w pierwszych miesiącach), szałwiowy (w pierwszych miesiącach) i tymiankowy (w pierwszych miesiącach). W zasadzie dla spokoju można by zaniechać podczas ciąży stosowania olejków jakichkolwiek, nawet tych bezpiecznych, jeśli ktoś się szczególnie boi. Chociaż ja uważam, że te koncentraty sił natury są bezpieczniejsze niż nasze codzienne życie w spalinach i stresie.

Dzieci zaś ze względu na oddziaływanie na psychikę nie powinny używać olejków: bergamotowego (do 12. roku życia), drzewa herbacianego (do 6. roku życia), drzewa różanego (do 6. roku życia), eukaliptusowego (do 6. roku życia), geraniowego (do 6. roku życia), imbirowego (do 6. roku życia), jałowcowego (do 12. roku życia), kardamonowego (do 12. roku życia), muszkatołowego z gałki (do 6. roku życia), neroli (do 6. roku życia), rozmarynowego (do 6. roku życia), sandałowego (do 12. roku życia), szałwii muszkatołowej (do 12. roku życia), tymiankowego (do 6. roku życia) i ylangowego (do 12. roku życia). Tymczasem jednak doświadczony aromaterapeuta może użyć w mieszance nawet olejków spośród grupy „przeciwwskazania”, ponieważ zna ich synergiczne oddziaływanie i wie, kiedy nie przyniosą szkody młodemu organizmowi. I tak na przykład nawet dwuletniemu dziecku choremu na chroniczny katar można przygotować mieszankę z olejków: lawendowego, sandałowego i cytrynowego w określonych dawkach i w odpowiednich proporcjach.

Za to śmiało nawet maluchy mogą korzystać z działania łagodnych olejków: mandarynkowego, pomarańczowego, lawendowego, rumianku lekarskiego i rzymskiego (bardziej warto niż lekarskiego). Firmy często aromatyzują kosmetyki dla dzieci olejkiem różanym, ponieważ – jak twierdzą – nie uczula. Olejek kminkowy zwiększa wydzielanie mleka u matek karmiących piersią. Proponuję wlać jedną kropelkę olejku do jednej łyżki stołowej bazowego oleju z pestek winogron i zrobić sobie delikatny automasaż, głaszczący, łagodnymi ruchami, pełną dłonią.

A oto kolejne przepisy:

Antystresowa i przeciwlękowa mieszanka dla niemowląt

1 kropla olejku lawendowego
1 kropla olejku rumianku rzymskiego, ewentualnie lekarskiego
Skropić chusteczkę higieniczną i umieścić w pobliżu łóżeczka dziecka.
Kojąca i dobra na sen mieszanka dla maluchów
1 kropla olejku mandarynkowego
1 kropla olejku rumianku rzymskiego
W łyżce stołowej oleju z pestek winogron lub słodkich migdałów rozpuścić obie krople i wmasować bardzo delikatnie w stopy dzidziusia.
Mieszanka dla dzieci na ukąszenia owadów
1 kropla olejku lawendowego
1 kropla olejku pomarańczowego

Rozpuścić obie krople w łyżce stołowej toczonego na zimno oleju roślinnego i dwa razy dziennie smarować miejsca ukąszeń. Olejek można przelać do wielokrotnie wyparzonej buteleczki po zużytym olejku eterycznym. Butelka taka jest mała i z ciemnego szkła. Świetnie się nadaje do przechowywania naszej mieszanki.

Wracając jeszcze na zakończenie do mitów: czy aromaterapia nie wywołuje alergii? Może ją wywołać jak każdy naturalny składnik, na który akurat jesteśmy uczuleni. Niektórzy nie tolerują orzechów, truskawek czy owoców cytrusowych i tak samo mogą reagować alergicznie na naturalne olejki eteryczne. Jak sprawdzić, czy konkretny olejek nas nie uczula? Zrobić test, który polega na wkropleniu jednej kropelki olejku eterycznego do jednej łyżeczki oleju roślinnego, najlepiej z pierwszego tłoczenia na zimno. Tę mieszankę wetrzeć w skórę za uchem lub na mostku. Po 12 godzinach sprawdzić, czy nie pojawiło się zaczerwienienie, krostki, swędzenie, łuszczenie skóry ani jakakolwiek zmiana. Jeśli nie, to znaczy, że ten olejek jest dla nas bezpieczny. Zachęcam do stosowania aromaterapii w przemyślany, rozsądny, świadomy sposób. To najpiękniejsza w mojej opinii dziedzina medycyny.

© 2009-2018 Herba Thea design by MindBorn kontakt: info@herbathea.pl